Ile kosztuje agent AI i co naprawdę decyduje o wycenie
Dwie oferty na tego samego agenta potrafią różnić się dziesięciokrotnie. Rozstrzygają trzy rzeczy. Ile systemów trzeba podłączyć i w jakim są stanie. Ile agent ma robić sam. Ile kosztuje sprawdzanie go i utrzymywanie po starcie. Model językowy wychodzi w tym rachunku najtaniej.
O tym, ile kosztuje agent AI, decydują trzy rzeczy i żadna z nich nie jest modelem. Najpierw policz systemy, które trzeba podłączyć, i sprawdź, w jakim są stanie. Potem ustal, ile agent ma robić bez człowieka: proponować czy wykonywać. Na koniec dolicz sprawdzanie i utrzymywanie po starcie. Tę ostatnią pozycję cenniki agencji zwykle pomijają, a w skali roku potrafi przebić samą budowę. Dlatego dwóch dostawców czyta ten sam opis i podaje kwoty różniące się o rząd wielkości. Pierwszy agent na produkcji mieści się zwykle między 45 000 a 90 000 zł netto za budowę i wdrożenie, bez rocznego utrzymania.
Cenniki tego nie ułatwiają. Dziesięć agencji publikuje ten sam szablon z trzema pakietami. Podają sumy co do dziesiątek złotych, choć zakresu nikt jeszcze nie widział. Taką precyzję się zmyśla. Agenta wycenia się po rozmowie o systemach, danych i odpowiedzialności, nie przed nią.
Rozkładam więc ten rachunek na części. Najpierw trzy rzeczy, które robią różnicę. Potem sześć pozycji budżetu. Dalej przeliczam zakres na dni i wybieram model rozliczenia. Na koniec wypisuję to, co potrafi potroić kwotę.
Od czego naprawdę zależy cena
Integracje. Agent, który czyta folder z dokumentami i dopisuje wiersz do arkusza, to inny projekt niż agent, który sięga do ERP, CRM i systemu zgłoszeń. Sama liczba systemów mówi mało. Liczy się ich stan. System z opisanym API i środowiskiem testowym kosztuje dni. System bez dokumentacji i bez środowiska testowego kosztuje tygodnie, zwłaszcza gdy pamięta go tylko jedna osoba w firmie. To największa pojedyncza zmienna w całej wycenie.
Autonomia. Agent, który szykuje propozycję dla człowieka, może się pomylić. Ktoś ją przeczyta, zanim wyjdzie. Agent, który sam wysyła maila do klienta albo zmienia rekord w systemie, pomylić się nie może. W tym drugim wariancie nadajesz uprawnienia per akcja, ustawiasz progi, przy których agent pyta o zgodę, logujesz każde zdarzenie, dokładasz wyłącznik awaryjny i testujesz awarie. To bywa połowa pracy inżynierskiej. Na demie oba warianty wyglądają tak samo.
Ewaluacja i utrzymanie. Bez zbioru przypadków z poprawnymi odpowiedziami nie wiesz, czy agent odpowiada dobrze. Ktoś ten zbiór buduje, a potem go pilnuje. Po starcie dostawcy zmieniają API, wychodzą nowe wersje modeli, użytkownicy zgłaszają przypadki brzegowe, a dane się przesuwają. Ta praca nie kończy się nigdy, więc w skali roku łatwo przebija koszt pierwszego uruchomienia.
Sześć pozycji, z których składa się wycena
Uczciwa oferta rozkłada się na sześć pozycji. Cztery pierwsze kończą się w dniu uruchomienia. Dwie ostatnie dopiero się wtedy zaczynają i to one najczęściej znikają z cennika.
Discovery i PoC
Rozmowy z ludźmi, którzy wykonują tę pracę dzisiaj, przegląd danych i systemów, jeden wąski przypadek dowieziony do końca. Ta pozycja najczęściej ratuje budżet, bo wywala zły pomysł, zanim stanie się projektem.
Budowa agenta
Prompty, narzędzia, pętla wykonania, obsługa błędów, ekran dla człowieka. Rośnie z liczbą kroków i z liczbą decyzji, które agent podejmuje sam.
Integracje
Podłączenie do systemów, które już działają w firmie. Wycena idzie za ich stanem, nie za ich liczbą. Brak środowiska testowego podnosi ją najmocniej.
Ewaluacja i testy
Zbiór przypadków z poprawnymi odpowiedziami, pomiar jakości, testy regresji przy każdej zmianie modelu albo promptu. Bez tego nikt nie wie, czy agent działa.
Utrzymanie
Startuje dopiero po uruchomieniu. Zmiany w API, nowe wersje modeli, przypadki brzegowe od użytkowników, poprawki promptów. Rozlicza się miesięcznie, nie raz.
Inference
Koszt wywołań modelu. Też startuje po uruchomieniu i skaluje się z ruchem, a nie z projektem. Zwykle najmniejsza pozycja w tabelce i jedyna, która rośnie sama.
Te dwie ostatnie pozycje rozstrzygają, czy projekt przeżyje pierwszy rok. Druga połowa budżetu idzie na drogę między pilotem a systemem, który obsługuje realny ruch. Co się na tej drodze zmienia, spisałem w notatkach z przejścia agenta z pilota na produkcję.
To robię na co dzień: doradzam przy strategii AI i buduję agentów, którzy przeżywają demo.
Jak to policzyć w dniach, nie w licencjach
Agent nie ma ceny katalogowej, bo nie stoi na półce. Kosztuje tyle, ile dni przepracują ludzie, którzy go zbudują. Tę jednostkę sprawdzisz i porównasz między ofertami.
Moja stawka zaczyna się od 2 250 zł netto za dzień. Minimum to 1/4 etatu, czyli około pięciu dni w miesiącu. Na pojedyncze godziny przy wdrożeniu nie wchodzę, bo połowa takiego czasu idzie na wgryzienie się w kontekst.
Przelicz zakres na dni, a dostaniesz widełki zamiast obietnicy. Pierwszy agent na produkcji, z dwiema integracjami i człowiekiem zatwierdzającym decyzje, mieści się zwykle między dwudziestoma a czterdziestoma dniami pracy. To Dolny koniec widełek to 20 dni × 2 250 zł, czyli 45 000 zł netto. Górny to 40 dni × 2 250 zł, czyli 90 000 zł netto. Obie kwoty obejmują budowę i wdrożenie, bez rocznego utrzymania i bez kosztu inferencji. Każdy kolejny system i każda akcja bez człowieka przesuwają cię w górę tej skali. Tak szacuję ten zakres. To nie jest pozycja z cennika.
Nie wszystko trzeba budować od razu. Audyt bezpieczeństwa agentów, które już działają, kosztuje od 15 000 zł netto, trwa dwa do trzech tygodni i kończy się raportem oraz spotkaniem. Dwudniowy warsztat dla zespołu do dwunastu osób zaczyna się od 18 000 zł netto online albo od 24 000 zł netto on-site z dojazdem w cenie i bywa tańszym startem niż projekt. Fractional CAIO to od 12 000 zł netto miesięcznie, przy minimum trzech miesiącach i mniej więcej jednym dniu w tygodniu. Za pojedynczą konsultację biorę od 1 100 zł netto za godzinę.
Ile z tego wróci, to osobny rachunek. Jedne metryki pokazują wartość wdrożenia, inne tylko ją udają. Różnicę rozłożyłem we wpisie o liczeniu zwrotu z wdrożenia bez oszukiwania się.
Time and Materials czy stała cena
Model rozliczenia przesuwa ryzyko nieznanego zakresu z jednej strony na drugą. Przy Time and Materials płacisz za przepracowane dni. Priorytety zmieniasz w trakcie. Przy stałej cenie płacisz kwotę ustaloną z góry za spisany zakres. Ryzyko przekroczenia bierze dostawca.
Wybór jest prosty, jeśli powiesz sobie prawdę o zakresie. Zakres wciąż się rusza? Wtedy stała cena zawiera bufor na twoją niepewność i zapłacisz za ten bufor tak czy inaczej. Zakres zamknięty i spisany? Wtedy stała cena daje przewidywalność, której rozliczenie za dni nie da.
W praktyce najczęściej dzielę to na dwa etapy. Discovery i PoC idą za dni pracy, bo tam zakres dopiero się formuje. Budowa idzie w stałej cenie, bo po PoC wiadomo już, co powstaje. Oba modele opisałem razem ze stawką i minimalnym zaangażowaniem na stronie o wdrożeniach.
Co potrafi potroić wycenę
Pięć rzeczy zamienia rozsądny budżet w projekt bez końca. Każdą z nich widziałem i każdą da się wyłapać przed podpisaniem umowy.
Niejasny zakres. „Agent do obsługi klienta” nie jest zakresem. Zakresem jest lista spraw, które agent ma zamknąć sam, i lista tych, które ma przekazać człowiekowi. Bez niej każda strona liczy coś innego, a potem obie się dziwią.
Dane, których jeszcze nie ma. Wiedza siedzi w głowach ludzi albo w skrzynkach mailowych. Ktoś musi ją spisać, zanim agent cokolwiek z niej zrobi. To praca po twojej stronie i trwa tygodniami, a zespół po drugiej stronie w tym czasie czeka.
Brak właściciela po stronie klienta. Projekt potrzebuje jednej osoby, która decyduje i ma na to czas w kalendarzu. Kiedy decyzja czeka dwa tygodnie na komitet, zespół i tak fakturuje ten kalendarz.
„Dorzućmy jeszcze”. Każdy nowy przypadek dorzucony w trakcie budowy przestawia pracę zrobioną wcześniej. Zbieraj takie pomysły na osobnej liście i zrealizuj je w drugiej turze, po uruchomieniu pierwszej wersji.
Zgodność odkryta za późno. Dane osobowe, AI Act, wymagania branżowe. Kiedy wypływają przy odbiorze, przepisujesz architekturę. Kiedy wypływają w discovery, są jedną decyzją projektową i kosztują dzień.
Wszystkie pięć wychodzi na jednej dobrze poprowadzonej rozmowie przed wyceną. Krótka lista rzeczy, które warto zamknąć, zanim ktokolwiek poda ci kwotę, jest w tekście o tym, co ustalić przed startem wdrożenia AI.
Zanim poprosisz o ofertę, wypisz trzy rzeczy na jednej kartce. Systemy do podłączenia, a przy każdym z nich: czy ma API i czy ma środowisko testowe. Akcje, które agent ma wykonać bez człowieka. Osobę, która po twojej stronie decyduje. Z taką kartką dostaniesz wyceny, które da się ze sobą porównać.
Najczęstsze pytania
Ile kosztuje agent AI dla firmy?
Zależy od liczby integracji i od tego, czy agent ma wykonywać akcje sam, czy tylko je proponować. Pierwszy agent na produkcji z dwiema integracjami i człowiekiem zatwierdzającym decyzje mieści się zwykle między dwudziestoma a czterdziestoma dniami pracy. Moja stawka zaczyna się od 2 250 zł netto za dzień. Agent, który czyta jedno źródło i tylko proponuje odpowiedzi, kosztuje mniej. Nie potrzebuje warstwy uprawnień ani dziennika zdarzeń.
Co powinna zawierać wycena wdrożenia agenta AI?
Sześć pozycji: discovery i PoC, budowę agenta, integracje z systemami, ewaluację i testy, utrzymanie oraz koszt wywołań modelu. Cztery pierwsze kończą się w dniu uruchomienia. Utrzymanie i inference zaczynają się dopiero wtedy i rozliczają się w cyklu miesięcznym. Jeśli oferta ich nie wymienia, dopytaj, kto je pokrywa.
Lepsza jest stała cena czy rozliczenie za dni pracy?
Stała cena wygrywa, gdy zakres jest zamknięty i spisany, bo daje pewność budżetu bez dużego bufora. Rozliczenie za dni wygrywa, gdy zakres jeszcze się rusza, bo nie płacisz wtedy za cudzą rezerwę na niepewność. Częsty układ wygląda tak: discovery i PoC rozliczasz za dni, a budowę w stałej cenie. Po PoC wiadomo już, co dokładnie powstaje.
Ile kosztuje utrzymanie agenta po wdrożeniu?
Utrzymanie liczy się miesięcznie i obejmuje zmiany w API dostawców, nowe wersje modeli, poprawki promptów oraz przypadki brzegowe zgłaszane przez użytkowników. Dochodzi do tego koszt wywołań modelu, który rośnie razem z ruchem. W skali roku ta suma potrafi przekroczyć koszt budowy, więc ustal ją w umowie, a nie po pierwszej awarii.