PATTERN · SZKOLENIA 11 min czytania

Szkolenie z AI dla zespołu nietechnicznego: jak je poprowadzić, żeby ktoś użył tego w poniedziałek

Dobre szkolenie z AI dla ludzi spoza IT stoi na jednej czynności, którą ta grupa wykonuje co tydzień, i kończy się tym, że każdy ma ją zrobioną na własnym materiale. Reszta dnia to obsługa dwóch rzeczy: oporu na sali i awarii spoza programu. Opisuję jedno i drugie, a jako przykład biorę szkolenie dla Akademii Telewizyjnej TVP.

Szymon Paluch prowadzi szkolenie w studiu Akademii Telewizyjnej TVP: roll-up Telewizji Polskiej, kamery studyjne, pulpit z laptopem i ekran z tytułem szkolenia o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w pracy dziennikarskiej

Zespół inżynierski daje prowadzącemu trzy rzeczy za darmo: wspólne repozytorium, wspólny słownik i test, który świeci na czerwono, kiedy coś nie działa. Redakcja, dział handlowy, HR i biuro projektowe nie mają żadnej z nich. Program, który tego nie uwzględnia, kończy się miłym dniem i zerową zmianą w poniedziałek.

Znam obie strony tej transakcji. Prowadzę takie szkolenia, a wcześniej jako CTO wysyłałem własne działy na cudze. Sprawdzałem potem, co z nich zostało po tygodniu. Zostawał entuzjazm i kilka linków, a robota szła po staremu.

Poniżej opisuję, czym taka sala różni się od zespołu, który pisze kod. Potem sposób wyboru jednej czynności, wokół której układam cały dzień. Dalej granica między sceptykiem a blokerem, bo przez pierwsze pół godziny wyglądają identycznie. Na koniec szkolenie w Akademii Telewizyjnej TVP, lista awarii, które psują taki dzień, i test, który zrobisz przed zamówieniem czegokolwiek.

Dlaczego sala bez inżynierów jest trudniejsza

Najbardziej boli brak czerwonego sygnału. Programista dostaje czerwony pipeline i od razu wie, że model zmyślił. Dziennikarka dostaje gładki akapit, który brzmi wiarygodnie. Filtrem jest wyłącznie jej własna wiedza o temacie. Dlatego ćwiczenia układam na materiale, który uczestnicy znają na pamięć. Na cudzym przykładzie nikt nie wyłapie błędu, bo nie ma go z czym porównać. Jak wygląda dokument, który przeszedł całą tę drogę bez ani jednego sygnału, rozłożyłem na dziewięć klas błędu w rządowym raporcie pisanym z pomocą AI.

Druga różnica dotyczy stawki. Inżynier pyta wprost, czy narzędzie przyspieszy mu robotę, i chce zobaczyć liczby. Zespół, którego pracę widać w dokumentach, zadaje inne pytanie i zwykle w kuluarach: czy ktoś liczy, że po tym szkoleniu wystarczy nas mniej. Dzień, który udaje, że nikt o tym nie myśli, traci salę na pierwszej przerwie. Inaczej wygląda to po stronie technicznej, gdzie warsztat idzie na własnym repozytorium zespołu i sporem dnia są granice autonomii agenta.

Trzecia to skład sali. Na jednym szkoleniu siedzi kilka zawodów i kilka różnych zadań. Ćwiczenie skrojone pod jeden z nich nudzi resztę. Proszę więc o materiał wejściowy od każdej grupy przed terminem i przygotowuję zadanie w wariantach. Ten sam schemat pracy, inny plik na ekranie.

Jedna czynność zamiast dwudziestu narzędzi

Przegląd dwudziestu narzędzi wygląda bogato w agendzie i znika w tydzień. Ludzie pamiętają nazwy, których nie mają jak uruchomić, bo firma kupiła jedno konto do jednego narzędzia. Cały program buduję więc wokół jednej czynności. Wybieram ją przed szkoleniem, razem z osobą zamawiającą, i musi spełnić trzy warunki.

1

Wraca co tydzień

Nawyk musi mieć się na czym zaczepić. Czynność kwartalna nie wróci nigdy, bo do następnego razu wszyscy zdążą zapomnieć, jak to się robiło.

2

Mieści się po stronie uczestnika

Bez nowej licencji, bez zgody działu prawnego, bez czekania na kogokolwiek. Wszystko, co wymaga cudzej decyzji, umiera między szkoleniem a poniedziałkiem.

3

Da się ocenić gołym okiem

Uczestnik w minutę widzi, czy wyszło lepiej niż jego zwykła wersja. Bez pomiaru, bez ankiety i bez czekania na kwartalny raport.

Taki filtr wycina większość pomysłów, które brzmią atrakcyjnie na slajdzie. Zostaje jedna czynność i jedno narzędzie, czasem drugie jako zapasowe. W redakcji jest to skrót długiego materiału do zapowiedzi. W dziale handlowym pierwsza wersja odpowiedzi na zapytanie. W HR opis stanowiska z notatek rekrutera. Reszta katalogu idzie do materiałów po szkoleniu, gdzie nikomu nie przeszkadza.

Ktoś zawsze pyta, czy to nie za mało jak na cały dzień. Odpowiadam z drugiej strony rachunku. Dzień pracy całego działu kosztuje więcej niż faktura za szkolenie. Odrobi to tylko czynność, którą wszyscy powtarzają co tydzień. Dwadzieścia narzędzi, przy których nikt nie został, nie odrabia niczego. Ten sam mechanizm działa piętro wyżej, na poziomie firmy, gdzie jeden dowieziony proces bije listę stu inicjatyw.

Uczestnik wychodzi z zapisanym promptem, który działa na jego materiale, i z jednym zdaniem o tym, czego temu narzędziu nie powierza. Obie rzeczy trafiają do wspólnego dokumentu jeszcze na sali. Dokument bez właściciela umiera w drugim tygodniu, więc pytam o nazwisko przed końcem dnia.

Sceptyk i bloker wyglądają tak samo przez pierwsze pół godziny

Obaj siedzą odchyleni, obaj nie dotykają klawiatury, obaj rzucają uwagę, że już to gdzieś widzieli. Różnicę widać dopiero przy pierwszym zadaniu.

Sceptyk pyta o rzeczy, na które istnieje odpowiedź. Skąd model to wziął. Co się stanie, gdy poda złe nazwisko. Kto podpisze się pod tekstem, który wyszedł z czatu. To są dobre pytania i zwykle najlepsze, jakie tego dnia padają. Sceptyk jest sojusznikiem i jeszcze o tym nie wie. Odpowiadam konkretnie, przy nim, na jego przykładzie. Kiedy raz dostanie twardą odpowiedź, robi się najbardziej wymagającym uczestnikiem w sali i ciągnie za sobą resztę.

Bloker pyta o rzeczy, na które odpowiedzi nie ma. Czy AI zniszczy zawód. Czy to w ogóle etyczne. Rozmowa idzie o założeniach i nie kończy się nigdy, bo nie ma jak jej rozstrzygnąć. Test jest prosty. Daję konkretne zadanie i patrzę. Sceptyk zaczyna je robić i po chwili mówi, co się nie zgadza. Bloker dalej mówi.

Z blokerem nie wygrywam sporu przy sali i nawet nie próbuję. Nazywam temat, zapisuję go na tablicy i umawiam się na dziesięć minut po ostatnim ćwiczeniu. Ta rozmowa jest wtedy spokojniejsza, bo człowiek zdążył coś zobaczyć na własnym materiale. Publiczna wygrana kosztuje więcej, niż jest warta. Wygrywasz argument, tracisz uczestnika, a reszta sali zapamiętuje, że tu się poucza.

Sceptykom należy się jeszcze jedno. Planuję błąd narzędzia w programie, zamiast czekać, aż wyjdzie sam. Proszę uczestników o pytanie z ich własnej dziedziny, takie, na którym model powinien polec. Zwykle polega. Wtedy rozkładamy odpowiedź na części: co jest prawdą, co brzmi jak prawda i po czym da się to odróżnić bez wychodzenia z biurka. Ten moment kupuje uwagę na resztę dnia, a przy okazji tłumaczy, dlaczego najgładsza odpowiedź brzmi najpewniej.

WSPÓŁPRACA

To robię na co dzień: doradzam przy strategii AI i buduję agentów, którzy przeżywają demo.

Akademia Telewizyjna TVP: sala w Warszawie i oddziały w kraju

W grudniu 2023 poprowadziłem dla Akademii Telewizyjnej TVP szkolenie „Wykorzystanie sztucznej inteligencji w pracy dziennikarskiej”. Sama Akademia opisała je na swojej stronie tak: Szymon Paluch „wprowadzał dziennikarzy z Warszawy i Oddziałów TVP w całym kraju (za pomocą streamingu) w świat chatbotów”. Dwa zdania, a wynikają z nich obie rzeczy, o których jest ten tekst: publiczność zawodowo nietechniczna i format hybrydowy.

Zdjęcie na górze tego wpisu pochodzi z tamtego dnia. Ważne jest w nim jedno: prowadzący ma wtedy dwie publiczności naraz i widzi tylko jedną.

Telewizja Polska

Relacja Akademii Telewizyjnej z tego szkolenia, opublikowana na ich koncie w grudniu 2023. Napis na nagraniu brzmi „Wykorzystanie sztucznej inteligencji w dziennikarstwie. Dziękujemy naszym gościom”.

Strona szkolenia i ta relacja są publiczne, więc każde zdanie z tej sekcji da się sprawdzić w minutę.

Studio zmienia listę ryzyk, zanim jeszcze zacznie się program. Obraz z laptopa przechodzi tam zwykle przez realizatora. Zapasowe wyjście przestaje wtedy znaczyć „przełóż kabel”. Zmiana źródła jest decyzją innej osoby, w innym pomieszczeniu. Ustalam ją przed startem razem z sygnałem, którym o nią poproszę. W zwykłej sali konferencyjnej ten sam problem rozwiązuje jeden kabel HDMI.

Hybryda dokłada drugą publiczność, która nie może przerwać. Osoba na sali podnosi rękę i pyta. Oddział na drugim końcu łącza pisze na czacie i czeka. Przy takiej formule przypisuję czat konkretnej osobie na sali i sam pytam zdalnych imiennie, w ustalonych momentach. Wstawiam też twarde punkty kontrolne: kto skończył ćwiczenie, wpisuje jedno słowo na czacie. Bez nich prowadzący dostraja tempo do widowni, którą widzi, a druga połowa zostaje w tyle i już nie wraca.

Ćwiczenia przy hybrydzie muszą też działać w pojedynkę. Praca w parach i zaglądanie na sąsiedni ekran działa po jednej stronie łącza. Każde zadanie dostaje więc pisemną instrukcję na slajdzie i da się je wykonać samemu, bez dopytywania. Demo jedzie na jednym oknie i dużej czcionce, bo kompresja obrazu zjada wszystko poniżej.

Sześć rzeczy, które psują taki dzień

Program dla działu nietechnicznego układa się w jeden wieczór. Trudna jest reszta, bo taka sala nie obejdzie awarii własnymi rękami. Nikt nie przełączy się na inny model przez API, nikt nie postawi tego lokalnie, nikt nie obejdzie firmowego proxy. Kiedy narzędzie nie wstaje, ćwiczenie po prostu się nie odbywa. Tego dnia nikt już nie odzyska, bo drugiego terminu dla całego działu nikt nie zwoła.

  • Zablokowane narzędzie. Firmowe proxy przepuszcza stronę logowania i ucina wywołania do modelu. Wygląda to na działające narzędzie, dopóki ktoś nie wyśle pierwszej wiadomości.
  • Konta, których uczestnicy nie mają. Licencja bywa kupiona na osobę zamawiającą i kilka osób z zarządu. Reszta sali trafia na ekran rejestracji z weryfikacją numerem telefonu i połowa go nie poda. Mają rację.
  • Sieć gościnna. Wytrzymuje kilka laptopów i siada przy całym dziale, bo nikt jej nigdy tak nie obciążył. Poznać to po tym, że ćwiczenie idzie w pierwszych rzędach, a tylne czekają.
  • Pokaz na żywo. Model odpowiada wolniej niż wczoraj, dostawca przestawił przyciski po nocnej aktualizacji, wtyczka prosi o ponowne logowanie. Każda z tych rzeczy z osobna jest drobna. Przy włączonym rzutniku każda kosztuje wiarygodność całego dnia.
  • Dane wrażliwe na ekranie. Uczestnik wkleja prawdziwą umowę albo maila od klienta, bo tak wygląda jego praca. Robi to na oczach sali, czasem na oczach kamery. To najdroższa awaria z listy, bo nie kończy się razem ze szkoleniem.
  • Rozjazd między salą a streamingiem. Ludzie w sali odpowiadają głosem. Osoby po drugiej stronie łącza widzą tył czyjejś głowy i słyszą fragment zdania. Po kwadransie przestają próbować i wracają do skrzynki.

Dlatego przed potwierdzeniem terminu wysyłam cztery pytania i wszystkie idą do działu IT, nie do osoby zamawiającej. Czy te konkretne domeny przechodzą przez firmową sieć, z firmowego laptopa, w tej sali. Kto ma konto i jakiego typu. Kto na sali ma prawa administratora i odbierze telefon w trakcie. I co wolno wkleić do narzędzia.

Przy tym ostatnim odpowiedź „chyba nic wrażliwego” nie wystarczy. Chcę jednego zdania od osoby, która za to odpowiada, i przenoszę je potem na slajd, żeby sala miała je przed oczami przez cały dzień. Czasem nikt w firmie nie umie takiego zdania napisać. Problem jest wtedy starszy niż szkolenie i wraca po nim ze zdwojoną siłą. Opisałem osobno, kto powinien takie zasady spisać i utrzymać.

Sam pokaz przygotowuję w trzech wersjach: na żywo, jako nagranie ekranu z tego samego przebiegu i jako zrzuty w kolejności kroków. Rano przechodzę całość jeszcze raz, na tym łączu i na tym laptopie. Materiał do demonstracji jest sztuczny, a wygląda jak dokument z tej branży, więc uczy tego samego i nie wynosi niczyich danych na ekran. Telefon leży obok laptopa z włączonym hotspotem.

Co zostaje po dwóch tygodniach

Jeden dzień daje umiejętność i pierwszy nawyk. Procesu nie zmienia, bo proces zmienia decyzja, a decyzji nie podejmuje się na sali. Pytam więc przed terminem o trzy rzeczy. Kto po waszej stronie powie, że tak teraz pracujemy. Gdzie to będzie zapisane. Kiedy pierwszy raz ktoś sprawdzi, czy ludzie tak robią.

Po dwóch tygodniach policz, ile osób użyło tej jednej czynności przynajmniej raz w tygodniu, i zapytaj je, co poprawiły względem pierwszej próby. Liczba użyć mówi więcej niż ocena z ankiety, bo ankieta mierzy sam dzień szkolenia i wychodzi wysoko nawet wtedy, gdy nic nie zostało. Jeśli używa jej mniej niż połowa sali, przeszkoda zwykle leży w dostępach albo w braku zgody na materiał.

Jeden dzień nie zbuduje też w firmie warstwy ludzi, którzy sami wymyślają zastosowania. To jest osobna robota, rozpisana na miesiące i na role, i opisałem ją przy okazji trzech poziomów gotowości zespołu. Szkolenie ustawia pierwszy z nich i nic ponad to.

Zanim zamówisz cokolwiek, zrób test, który zajmie dziesięć minut. Weź firmowy laptop, wejdź na firmową sieć, otwórz narzędzie, które ma być na szkoleniu, i zaloguj się kontem, jakie dostaną uczestnicy. Potem poproś trzy osoby z zespołu o jedną czynność, którą wykonują w każdym tygodniu i która polega na pisaniu albo czytaniu tekstu. Cztery kroki i trzy konkretne odpowiedzi znaczą, że program ułoży się sam. Cokolwiek innego znaczy, że pierwsza godzina rozmowy idzie na proces i dostępy, a termin ustalamy po niej.

Najczęstsze pytania

Czy szkolenie z AI ma sens dla zespołu, który nie programuje?

Ma, pod warunkiem że dzień jest zbudowany wokół jednej czynności, którą ci ludzie wykonują co tydzień. Sala nietechniczna nie potrzebuje przeglądu narzędzi ani rozmowy o modelach. Potrzebuje własnego materiału, dwóch podejść do niego i jasnej granicy, czego narzędziu nie powierza.

Co musi przygotować dział IT przed szkoleniem z AI?

Cztery rzeczy: przepuszczone domeny narzędzia na firmowej sieci, konta dla wszystkich uczestników, jedno zdanie o tym, jakie dane wolno wkleić, oraz osobę z prawami administratora dostępną w trakcie. Test trzeba wykonać na sali szkoleniowej i na firmowym laptopie, a nie na łączu prowadzącego. Brak którejkolwiek z tych rzeczy zjada pierwszą godzinę dnia.

Czy szkolenie może być hybrydowe, część na sali i część przez streaming?

Może, i w tej formule prowadziłem szkolenie dla Akademii Telewizyjnej TVP: sala w Warszawie, oddziały w całym kraju na łączu. Program trzeba wtedy napisać pod hybrydę od początku. Każde ćwiczenie musi dać się wykonać w pojedynkę, pytania idą jednym pisemnym kanałem, a tempo mierzą punkty kontrolne zamiast twarzy uczestników.

Po czym poznać, że szkolenie z AI zadziałało?

Po tym, ile osób dwa tygodnie później używa tej jednej czynności przynajmniej raz w tygodniu. Ankieta wypełniona przy wyjściu mierzy sam dzień i wychodzi wysoko nawet wtedy, gdy nic nie zostało. Drugim sygnałem jest to, czy ktoś w firmie potrafi wskazać dokument z zapisanymi promptami i jego właściciela.

SP

Szymon Paluch

ex-CTO · AI Strategy

Masz dział, który nie pisze kodu?

Powiedz, jaką czynność ci ludzie wykonują co tydzień. W kwadrans rozstrzygniemy, czy jest z czego zbudować dzień.

Umów rozmowę
Powiązane wpisy
Agenci AI w zespole: co daje szkolenie i kto jest na nie gotowy
12 zasad budowy agentów
Bounded Autonomy: Ile wolności dać agentowi?