Błędne wykorzystanie MVP. Czego się wystrzegać?

– Szymon Paluch, CTO w startupie uPacjenta

Błędne wykorzystanie MVP. Czego się wystrzegać?

Idea MVP wydaje się prosta. Jednak często można spotkać się z błędną interpretacją tego pojęcia. W wyniku tego, na rynek trafiają produkty, które nie spełniają jego definicyjnych cech. Takie działanie wiąże się często z dużym ryzykiem i swoistą grą w ruletkę. Z czego wynika błędne pojmowanie i wykorzystanie tego terminu? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w tym artykule.


Oszczędność nie zawsze popłaca – dlaczego walidacja jest tak istotna?

Jednym z często popełnianych błędów przy wprowadzaniu na rynek produktu testowego jest… nieodpowiednie podejście. Często wydaje się nam, że skoro to nie jest wersja finalna, że skoro jest uboższa, to można podejść powierzchownie do jej wersji wizualnej czy wygody użytkowania. Traktowanie MVP po macoszemu się nie sprawdzi! W procesie tworzenia produktu testowego trzeba umiejętnie wyważyć podejście do jego funkcjonalności, bo oczywiście – nie wszystko musi wyglądać tu tak, jak w finalnym produkcie. Jednak powinien być na tyle atrakcyjny i przystępny w obsłudze, żeby wzbudzić zainteresowanie użytkowników. W innym wypadku – już na etapie testowania będzie fiaskiem, a feedback nie będzie oddawał jego faktycznej funkcjonalności. W takim przypadku mamy do czynienia z false negative. Użytkownicy testujący produkt, dają negatywną ocenę, bądź opinię dlatego, że nie umieli z niego korzystać, mimo że założenie i idea biznesowa były dobre.


Chcąc wyczuć, jakie podejście do MVP da najlepsze rezultaty, należy się kierować kosztami i środkami, jakie chcemy i możemy przeznaczyć na test. Określając budżet, jesteśmy w stanie stworzyć interesujący, ładny i użyteczny produkt testowy. To zdecydowanie umożliwi sprawdzenie, czy założenia biznesowe i pomysł na produkt jest dobry, wówczas łatwiej jest opracować ostateczne rozwiązania UX i ostateczny wygląd.


Testowanie, testowanie i jeszcze raz testowanie

Przy tworzeniu MVP często popełnianym błędem jest przystępowanie do działania bez przygotowanej walidacji. Skupianie się na pobocznych kwestiach, które powinny być rozwijane w późniejszych fazach wdrożeń może prowadzić do porażki przy wprowadzaniu produktu lub usługi na rynek. Często zdarza się, że pomysł na biznes wydaje się dobrze rokujący i opłacalny, jednak przez brak odpowiedniego podejścia okazuje się klapą.


Walidacja działań pozwala na skonfrontowanie naszych oczekiwań z rzeczywistością. Dzięki temu można zaoszczędzić czas i pieniądze. MVP pokazuje nam w piękny sposób czy warto inwestować dalszy, czas i pracę. Produkt testowy pozwala nam zachować elastyczność działań, pozwala na popełnianie błędów i wykonywanie szybkich zwrotów. Jeśli jakieś założenie będzie niekorzystne, możemy coś poprawić i próbować dalej. Jeśli pierwotne założenie okazało się słuszne – można przystępować do kolejnych działań, które tym razem będą bardziej świadome i bezpieczne.


Można przeprowadzać również kolejne fazy testów, rozwijać nasze dzieło i zbierać feedback. Czasem okazuje się, że mimo pozytywnych opinii, produkt nie nadaje się do skalowania. Takie sytuacje mogą się zdarzyć i trzeba się z tym liczyć. Zyskujemy jednak niezbędną wiedzę o tym, że nasz biznes ma szansę zadziałać. Wtedy trzeba spokojnie inwestować od zera w nowy produkt powstały na zgliszczach prototypu. Wszystkie te działania ostatecznie przynoszą korzyść. MVP to sposób na zarządzanie ryzykiem, które dla nas mają zakończyć się sukcesem. A co w sytuacji, gdy MVP dało negatywny feedback?


Jeśli nie ma możliwości zmodyfikowania działań lub czujemy, że nie chcemy dokonać zmian -zawsze możemy odpuścić. Te drobne inwestycje finansowe i czasowe w MVP nie pójdą na marne. Produkt próbny i tak pozwoli nam zaoszczędzić nakłady, które włożylibyśmy w finalny produkt.


Konieczność zastosowania walidacji w praktyce

Doskonałym przykładem takiej sytuacji jest Case Study, o którym można także posłuchać w podcaście The Way It Starts, który jest kopalnią wiedzy dla osób chcących działać w przestrzeni startupowej.


Opisywany case dotyczył portalu umożliwiającego rzucanie wyzwań innym użytkownikom. Osoba wyzwana otrzymywała challange, wypełniała go i dokumentowała, a efekt miał być oceniany przez wyzywającego. Brzmi interesująco? Jak najbardziej! Niestety, nieodpowiednie podejście do MVP sprawiło, że studencki projekt nie doszedł do skutku.


Zespół odpowiadający za ten pomysł rozpatrywał różne scenariusze, które mogłyby się wydarzyć po wypuszczeniu portalu w obieg. Odpowiedzi na pytanie „co będzie, jeśli wynik challange’u nie zostanie rozstrzygnięty pozytywnie”, opracowywanie systemu głosowań, przygotowywanie wytycznych pozwalających na wkroczenie administratora – to jedne z wielu kwestii, nad którymi się zastanawiano. Nie zajęto się jednak o wiele ważniejszymi zagadnieniami takimi jak selekcja grupy docelowej, problematyka rzucania wyzwań czy odpowiednich funkcjonalnościach rozwiązujących dane problemy. Już na pierwszym spotkaniu padały pytania, które w początkowej fazie nie były tak istotne.


O ile pierwsze spotkanie było wstępem do potknięć związanych z rozkręcaniem pomysły na portal, to drugie spotkanie było serią kardynalnych błędów, których powinien wystrzegać się każdy startupowiec. Na drugim spotkaniu inżynierskim zaczęto obmyślać całą infrastrukturę rozproszonych mikro serwisów oraz ich połączenia poprzez szynę informacyjną.


To duży błąd, który rzutował na efekt. Zamiast budować świadomość dotyczącą potencjalnej sprzedaży produktu, większość czasu poświęcono na tworzenie architektury mikroserwisów. Takie podejście do tematu nie skończyło się dobrze dla projektu, zapał ekipy przygasł po ustaleniu podstawowych funkcjonalności. Na projekt nie przeznaczono dużych funduszy, w procesie tworzenia stracono jednak inną istotną walutę – czas.


Z perspektywy osoby doświadczonej w prowadzeniu biznesu – niestety, projekt był skazany na niepowodzenie. Brakowało idei, metodycznej kolejności działania i znalezionej grupy docelowej i zastosowania MVP jako walidacji problemów obranej grupy.


Wiemy już jakie działania nie są opłacalne przy wprowadzaniu MVP. Jak więc powinno się podejść do tego zagadnienia? Są różne możliwości, czasem wprowadzamy produkt od zera, a czasem MVP dotyczy usprawnienia i badania istniejącego już produktu. Jak to rozumieć?


Na przykład – chcąc usprawnić lejek zakupowy, chcemy wprowadzić do niego nową opcję, która jest mocno niestandardowa i musimy ją skonfigurować, bo może to być dla nas opłacalne działanie. Warto pamiętać, że MVP nie wymaga programowania i tworzenia dodatkowego kodu źródłowego. Wystarczy wprowadzić przycisk z możliwością zakupu, który będzie przekierowywał użytkownika to informacji z prośbą o kontakt z infolinią.Takie proste działanie pokazuje nam, jak dużym zainteresowaniem cieszy się dana opcja i ile osób faktycznie dzwoni z prośbą o informacje o naszym produkcie. Automatyzacja działań i korzystanie z usług zespołu programistycznego daje świetne rezultaty. Jednak początkowe „ręczne” wprowadzenie zmian, pozwala nam sprawdzić, czy pieniądze zainwestowane w bardziej rozwinięte i dopracowane działania zwrócą się nam. Potem, można z czystym sumieniem automatyzować produkt.


Tworząc landing bądź formularz, można dać klientom czas i możliwość na zainteresowanie się i wyrażenie opinii o funkcjonalności planowanej przez nas. A wszystko to bez napisania ani jednej linijki kodu!


Po takich działaniach – można rozpocząć pracę nad systemem. No-code czy low-code pozwalają użytkownikowi, swobodnie poruszać się po stronie bez potrzeby wprowadzania kodu lub przy jego niewielkiej ilości.


Wszystko to pozwala zaoszczędzić zasoby, które zostałyby zmarnowane przy wprowadzeniu niepotrzebnego produktu bądź jego funkcjonalności. Dzięki temu można kierować działaniami biznesowymi w opłacalny i przemyślany sposób.